Zabrze Rokitnica - wypadek

Wypadek - autor Ryszard Kipias

/ 1 / 2 / 3 / 4 /

Kontakt nawiązał ze mną pan Ginter H., który w 1971 roku był ratownikiem w CSRG w Bytomiu.

To był prawdziwy cud. Wiadomość potwierdzaliśmy wielokrotnie.

W jednym z listów pisze:

"Smród, jaki panował w zawale był nie do opisania. Każdy z nas kąpał się po kilka razy dziennie [...]

Jak dowiedziałem się, że w zawale jest żywy człowiek, przygotowywałem się do wyjazdu z Bytomia do Zabrza. Jechaliśmy na Rokitnicę.

Takiej radości już nigdy nie było dane mi przeżyć. Musiałby pan widzieć, jakie zostało nadane tempo roboty w zawale. Ci sami ludzie, którzy jeszcze przed chwilą czekali na zmianę, nie chcieli słyszeć o podmianie. Każdy chciał być właśnie w tym zastępie, który dojdzie do Piontka. Ratownicy z Miechowic doszli do zasypanego i oni święcili triumf.

Kiedy Piontek zaczął wyzywać na cały świat, że tak długo czekał na ratunek, wszyscy oczekiwali na wydostanie go z zawału. Ogromny śmiech wywołało jego pytanie o wynik meczu Górnika.

Pisze pan o ratownikach, którzy "rzucili" się do niesienia noszy z uratowanym Piontkiem. Byłem jednym z nich [...]

Dwa razy spotkałem Piontka, było to na Barbórkowych biesiadach. Nie powiedziałem mu, że jestem jednym z tych ratowników, którzy brali udział w tej akcji. Jednak satysfakcja, że oto siedzi obok mnie człowiek, który dzięki takim, jak ja został uratowany, była niezwykła.

Moje wnuki, które mają po 17 i 19 lat, przez tę pana stronę nie dają mi spokoju. Przyprowadzają nawet swoich kolegów i proszą mnie, aby opowiadać o swojej pracy ratownika. Polskę opuściłem wiele lat temu, jednak nigdy jej nie zapomnę. Brałem udział w wielu akcjach ratowniczych, jednak ta była niezwykła.

W imieniu swoim i kolegów dziękuje za te słowa, które przypominają tamte wydarzenia [...]".

Muszę przyznać, że mam swojego bohatera tej akcji. Jest nim Stefan Stelmachowicz, który - bardzo w to wierzę - słyszał stukanie Piontka i jego zaangażowanie uratowało życie jednego z jedenastu zasypanych.

Kiedy pierwszy raz wysłuchałem od początku do końca historii o górniku, który przeżył tydzień pod ziemią w zawalonym chodniku, miałem kilkanaście lat. Opowiadał mi o tym zdarzeniu mój tata, Wiktor Kipias. Wiele lat później poznałem pewnego chłopaka z Zabrza-Rokitnicy, Bernarda B., który jak się okazało, jest synem jednego z górników, który w tym tragicznym wypadku zginął. Nigdy z nim nie rozmawiałem o wydarzeniach z 1971 roku. Jedną sprawę udało mi się jednak ustalić. Był to chłopczyk, który w 1971 roku, w kawiarence przy kopalni zapytał jednego z górników, którzy informowali rodziny zasypanych górników o sytuacji: Proszę pana gdzie jest mój tata? Mama mówiła, że jedziemy tam, gdzie jest tata...

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim osobom i instytucjom za pomoc, którą okazali w czasie poszukiwań materiałów. Serdecznie dziękuję Pani z Działu Mikrofilmów Biblioteki Śląskiej za cierpliwość i zrozumienie. Dziękuję ratownikom górniczym z tamtych czasów, którzy, mimo że mieszkają za granicą, poświęcili swój czas i wrócili pamięcią do tego tragicznego wydarzenia. Dziękuje za rozmowę pani Annie Kuźmiuk, żonie śp. Wasyla Kuźmiuka, człowieka, który narysował historyczny plan, dzięki któremu można było dotrzeć do zasypanych. Dziękuję za poświęcony czas wszystkim, którzy przyczynili się do ustalenia nowych faktów.

W czasie moich poszukiwań wykonałem kilkadziesiąt telefonów do rodzin tragicznie zmarłych w tym wypadku. Reakcje były bardzo różne. Od zdziwienia po straszenie policją.

Jednak uważam, że to miasto, którego jestem maleńką częścią, jest winne tych kilka słów bohaterom tamtych wydarzeń. Bohaterom akcji, którą CNN nazwało "Cud w Zabrzu".

www.zabrze.aplus.pl - historia, zdjęcia, pocztówki


Bibliografia:

Zdjęcia Stanisław Jakubowski - dziękuję za zgodę na zamieszczenie fotografii.
Przekaz ustny Wiktora Kipias
Fragmenty listów byłych ratowników górniczych

Szukaj

Menu

Losowe zdjęcie

Dobrze wiedzieć

Losowe zdjęcie