Zabrze Rokitnica - wypadek

Wypadek - autor Ryszard Kipias

/ 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 /

Druga noc po zawale jest bardzo nerwowa. Wylenżek, który był kiedyś sztygarem w "Rokitnicy", przyprowadza dwa zastępy ratowników ze swojej kopalni "Miechowice". Pracują razem ze Stelmachowiczem. Na przodku ciasno. Wchodzą po dwóch, urabiają łopatami na przenośnik, do zadyszki i zmiana. Zaopatrzeniem dla ratowników zajmuje się Szymura, który dba, żeby nie brakowało wody i gorącej zupy. Każdy ratownik dostaje po jednej pomarańczy. Urobek każdej zmiany to kilkadziesiąt ton węgla i kamienia.

25 marca w samo południe dokopują się do Maksymiliana Czapli. Znajdują go dokładnie tam, gdzie wskazał Kuźmuk. Zginął w momencie zawału. Ta informacja na wszystkich wywiera bardzo negatywny wpływ. Nylonowy worek na zwłoki, zalutowana metalowa trumna. Ogromny smutek.

W zawale znajduje się nadal dziesięciu górników. Wśród nich jest Rudolf Budny, którego brat Józef jest w "Rokitnicy" ratownikiem. On również bierze udział w akcji chociaż przepisy zabraniają. W akcję angażuje się także drugi brat Rudolfa Budnego, Maksymilian, który również w tej kopalni pracuje jako maszynista. W nocy z 26 na 27 marca na dół zjeżdża dyrektor Podgórski. Po rozmowie ze Stelmachowiczem zapada decyzja o urabiniu świedrem (sztangą). Jednak po urobieniu ok. 80 ton węgla i kamienia, następuje zmiana decyzji. Rozebraniu ulega tama podsadzkowa, a przenośnik zostaje przestawiony ukosem. Wiertnicą "Turmag" przewiercony zostaje otwór o długości 73 metrów. O godzinie 10:55 z otworu sypie się pokruszony węgiel. Nigdy wcześniej nie dokonano odwiertu na takiej długości. Otworem tym rozpoczyna się tłoczenie w zawał strumienia powietrza. Jeżeli ktoś żyje, teraz ma czym oddychać. Wściekły trud ratowników trwa. Niewidoczny dla innych, nie na pokaz, tylko dla kolegów i braci. Inaczej przecież, kiedy idzie o węgiel, a inaczej, kiedy idzie o życie. Kolegów chcą żywych albo...

Czwarty dzień akcji. Odnaleziony nieżywy Czapla to jedna iskierka nadziei mniej. Szymura na stacji ratowniczej otrzymuje informację z dołu że czuć. To ludzkie rozkładające się zwłoki, okropny smród. Doradca z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego proponuje, aby do pochłaniaczy dolać olejku miętowego. Praca trwa, jednak nadzieja jest coraz mniejsza. Śląsk i cały kraj pogrąża się w smutku i żałobie. Ogromne zainteresowanie opinii publicznej ma wpływ na maksymalne zaangażowanie sił i środków. Środki masowego przekazu nie komentują sytuacji w kopalni. Nikt nie odbiera nadziei. Chociaż już coraz częściej mówi się o cudzie, który musiałby się stać. W taki właśnie cud wierzą jeszcze rodziny zasypanych i ratownicy.

27 marca ok. godziny 05:30 Stelmachowicz i zastępowy ratowników, Rufin Tesko, wchodzą do dużej dziury w zawale, do której się dokopano. Ta dziura jest nadspodziewanie głęboka, ma ok. 4 metrów. Mimo potwornego smrodu, który wydobywa się z zawału, znowu wraca nadzieja. Może dalej są jeszcze takie miejsca, może komuś się udało... Stelmachowicz i Tesko na czworakach dochodzą do końca dziury w zawale. Sprawdzają w jakim stanie jest strop tego miejsca. Naraz słyszą stukanie. Odstukują i sami już nie wiedzą co się dzieje. Słyszą wyraźnie, że ktoś lub coś stuka. Zatrzymane zostają maszyny i wentylatory. Stelmachowiczowi błyszczą oczy. On wie, że ktoś daje im znak życia. Na kolejne stukanie już nie było odpowiedzi.

W dzienniku akcji zapisano: "27.03.1971 r., godzina 08:12. Sztygar Kapturski po wyjeździe głosił, że między zmianami na chodniku I od strony pochylni II usłyszano jakieś odgłosy. Powtarzano przesłuchiwanie zawału, ale bez rezultatu." Dyrektor Podgórski potwierdza informację o stukaniu u inżyniera Kaczmarczyka. Podgórski nakazuje częste nasłuchiwanie zawału.

Ratownik Józef Budny zostaje skierowany do prac pomocniczych na powierzchni. Mimo jego wielkiego zaangażowania, zostaje odsunięty od bezpośredniej akcji. Naraża bowiem swoje życie, nie zwracając uwagi na życie innych. Ale czy może być inaczej? Przecież ratuje brata i kolegów. Wieść o jego nadludzkiej pracy na ścianie zawału rozchodzi się migiem po kopalni. Opowiada się, jak pazurami wyrywał węgiel z zawału.

Na powierzchni Ziob z dziennikarzem spotykają Budnego, który od razu zostaje zarzucony gradem pytań. Czy panu znane jest uczucie strachu? Czy ratownicy na dole boją się? Czy ratownicy giną w czasie akcji? Czy tam na dole myślał pan o Rudolfie? Budny odpowiada: "Na dole nie ma czasu na myślenie. Trzeba mieć postęp na chodniku. Ratować wszystkich, którzy są w zawale. Brat nie brat, każdy jest ważny jak brat." Ostatnie zdanie Józefa Budnego skierowane do dziennikarza obiega całą polską prasę.

28.03.1971 r. ratownicy docierają do miejsca, które znajduje się naprzeciwko pnia węglowego. Większość tych, którzy jeszcze mają nadzieję, wierzą, że to właśnie tu zasypani mają największą szansę. Połączenie z chodnikiem poprzecznym następuje ok. 23:30. Spodziewając się najgorszego, ratownicy zabierają pochłaniacze z olejkiem miętowym... Jednak Stelmachowicz wciąż ma w uszach stukanie, które nie daje mu spokoju. Od pochylni I zbliżają się znacznie do miejsca oznaczonego numerkami 1 i 2. Takie numerki zostały przypisane Rudolfowi Budnemu i Horstowi Maince. Na 06:00 rano w niedzielę dali równo 30 metrów chodnika. Całą ścianę zawału mają odsłoniętą. Ranna zmiana będzie wdzierać się do środka. To właśnie w niedzielę wszystko ma się wyjaśnić.

W niedzielę w południe Józef Budny przebiera się w rynsztunek ratownika i idzie na podszybie, do zjazdu na dół. Chociaż wie, że Szymura zabronił mu pracować przy zawale, chce zjechać. Gdy dochodzi do kolegów, ci spuszczają głowy. Grabowy, ratownik z zastępu wychodzi do Budnego, zdejmuje hełm z głowy i mówi: "Twojego brata już wyciągli". Wszyscy się rozstępują i oczom Budnego ukazuje się metalowa trumna. Ta jednak należy do Mainki. Rudolfa Budnego zabrano już na powierzchnię. Serce podchodzi do gardła Józefa. Tragedia kopalni właśnie stała się jego osobistą tragedią. Nie udało się uratować brata... To była czarna niedziela. Żałobą okryła się Rokitnica i Mikulczyce. Do północy wydobyto zwłoki czterech: Pawła Brolla - o 20:20, Adama Kuszela - 21:35, Józefa Koeniga - 22:10, Henryka Wysockiego - 22:25, a w nocy piątego, którym był Jan Wiczyński - o 02:40.

Szukaj

Menu

Losowe zdjęcie

Dobrze wiedzieć

Losowe zdjęcie

Zobacz również